I-II – Nagrania CD


Jedno z postanowień noworocznych ITP brzmiało: „Dokończymy nagrania piosenek z „Ifigenii””. Postanowienie udało się zrealizować! W studio pana Jarka mieliśmy okazję ponownie zaśpiewać utwory ze spektaklu, który w zeszłym roku pożegnaliśmy. Powróciliśmy nie tylko do piosenek z „Ifigenii”. Zaśpiewaliśmy także „Czymże jest nasze życie” z „Fausta” oraz „Błogosławcie Panu” z „Prorocka”. Kiedy pojawi się płyta z muzyką? Mamy nadzieję, że już niebawem:)

/Sebastian Kwiatek/


12-16 II - warsztaty w Nałęczowie

Bagażnik zapakowany po brzegi. W walizkach same najpotrzebniejsze rzeczy, a w duszy podekscytowanie. Już wcześniej przeczuwałyśmy z dziewczynami, że nie będą to typowe warsztaty. W końcu do Nałęczowa jechało tylko pięć osób! No dobra, nie przebiliśmy co prawda zeszłorocznego wyjazdu do Wytyczna, gdzie byli tylko Ksiądz z Jaśkiem i Martynką, ale to zawsze coś nowego.

W sumie z tą liczbą osób to było małe zamieszanie. Wyjechaliśmy z Lublina we czwórkę: Ksiądz Mariusz, dwie Zazdrośnice (Jola i Marcela) oraz Jasiek Filip. Jako, że wszystko zostaje w naszej ITePowej rodzinie, Jaś tym razem wystąpił w roli kierowcy (za co jesteśmy mu ogromnie wdzięczni).

Ale nie pojechaliśmy od razu do Nałęczowa. Celem naszej podróży był Kazimierz Dolny (a przynajmniej jego okolice). Korzystając z faktu, że te miejscowości leżą dość blisko siebie, mieliśmy ucztę i dla ciała i dla ducha. I to dosłownie! Najpierw w swoim rodzinnym domu ugościła nas Marysia (trzecia Zazdrośnica), a potem pojechaliśmy na spacer po Kazimierzu. Ale nie tak od razu. Wszystko za sprawą Płatka (pieska Marysi), który bardzo się zaprzyjaźnił z Księdzem. Ucięli sobie naprawdę intrygującą pogawędkę. Przez chwilę zastanawialiśmy się czy nie zabrać Płatka ze sobą…

W końcu dojechaliśmy do Domu Rekolekcyjnego na Jabłuszku. Wytłumaczono nam, że chodzi o wzgórze na którym leży i stąd taka nazwa. Miejsce bardzo nam się spodobało.

Po kolacji dojechała do nas Dagmara, czwarta Zazdrośnica. W końcu byłyśmy w komplecie i można było zacząć pracę. Na spokojnie przypomnieliśmy sobie teksty, ustaliliśmy plan działania, a potem grzecznie poszliśmy spać.

Drugi dzień warsztatów był bardzo pracowity. Nie od dziś wiadomo, że w teatrze nabywa się różne umiejętności, nie tylko sceniczne, ale i manualne. Przydały się one podczas skręcania wieszaków. Ale we wszystkim była równowaga. Znaleźliśmy czas, aby zaczerpnąć w nałęczowskim parku świeżego powietrza, a nawet udało nam zajść do Pijalni Czekolady. Wszystko to korzystnie wpłynęło na wieczorną próbę.

Trzeci dzień w Nałęczowie był dla nas szczególny. W końcu były to Walentynki. Tak, tak… Komercyjne święto ze świecidełkami i serduszkami. A jednak nie można mu się oprzeć. Już od rana dane nam było się nim cieszyć. Ksiądz Lach obdarował nas czterema różnymi powieściami, a potem na naszej codziennej przedpołudniowej mszy świętej powiedział piękne kazanie o miłości… Ogółem, pozwoliliśmy sobie trochę pofolgować tego dnia. Odpoczywaliśmy na świeżym powietrzu, żartowaliśmy, a nawet odwiedziliśmy ławeczkę Prusa. Nie mogłyśmy sobie odmówić wspólnego zdjęcia – my cztery, a on jeden…  )
Osłodziliśmy sobie chwile ciasteczkami, a w końcu całkiem puściłyśmy wodzę fantazji i wręczyłyśmy naszemu Kochanemu Księdzu Mariuszowi drobne upominki. Magnesy, kredka, wierszyki… Jak to Ksiądz powiedział: Nie wiadomo czy postawić to na środku pokoju, czy ukryć w najgłębszej piwnicy. Ale dla takiej uradowanej miny było warto!

Wieczorem niestety udzieliło nam się zmęczenie, a wiadomo, że podczas próby lepiej być wypoczętym…

Czwartego dnia była dość słaba pogoda i nigdzie nie chciało nam się wychodzić. Pracowaliśmy i odpoczywaliśmy na zmianę. Udało nam się zamknąć wszystko tak, jak planowaliśmy. Do tego stopnia wsiąkłyśmy w scenariusz, że mówiłyśmy do siebie imionami ze spektaklu. Nie powiem, ciekawe doświadczenie Ostatnia noc była wesoła, ale (jak na nas) dość spokojna.

W sobotę, ostatniego dnia wstaliśmy z poczuciem, że to był naprawdę dobrze spędzony czas. Nie możemy tu nie wspomnieć o gościnności księdza Marka, który jadał z nami posiłki i dokładał wszelkich starań, aby niczego nam nie brakowało. Grzechem byłoby również pominąć kochane panie kucharki, które codziennie karmiły nas wspaniałymi smakołykami oraz dobrym słowem i uśmiechem.

Jest wiele rzeczy wartych zapamiętania, m.in. Willa Uciecha (Wojciech Ciech), młotek, Sabitorium, chomik, mem z kotem. Oby ten wspólnie spędzony czas (który nas bardzo zjednoczył) zaowocował piękną premierą.

 

/Marcela Simian/


1-3 III - PIT w Sokołowie Podlaskim