12-15 I - warsztaty w Wytycznie


16-18 II - PIT (Ostróda)

     Lutowy poranek, zima nadal trzyma, choć i z „nią” różnie bywa... Z kantorka wynosimy czarno-białe elementy scenografii do Ifigenii. W międzyczasie podjeżdża bus, a w nim zaprzyjaźniony kierowca. Pakujemy wszelki itepowo-prywatny dobytek i w drogę! Kierunek: Lublin - Ostróda.

     Tym razem PIT przyszło nam rozliczać na Mazurach. A tak właściwie to "on" rozliczał nas... z teatralnych pomysłów i poczynań. I to nie tylko nas. Przegląd Inicjatyw Teatralnych - bo o taki PIT chodzi - już po raz siódmy zebrał w jednym miejscu salezjańską młodzież.

Mówi się czasem, że nie ważne jest jak się zaczyna, lecz ważne jak się kończy - w przypadku teatru Przebudzeni, słowa te nijak się mają, bo to właśnie spektakl pt. „Szatnia” w ich wykonaniu otwierał tegoroczny przegląd. W pięknym stylu, grupa aktorów zaprosiła wszystkich do "szatni", dzieląc się treścią niby dobrze każdemu znaną, prostą, lecz tak uderzająco prawdziwą, że nie pozostało nic innego jak tylko: owacje na stojąco. Z przedsionków Nieba zeszliśmy następnie do świata grzechu za sprawą spektaklu "Dorian". Wieczór zamykali młodzi gospodarze "Małą emocją".

     Następnego dnia - tradycyjnie - warsztaty w 5-ciu "dziedzinach": improwizacja, trening teatru fizycznego, choreografia, "Miasto Ślepców" oraz zajęcia wokalne (pod naszym czujnym uchem ;) ).

     Wieczorem kolejna dawka spektakli: intrygująca opowieść "Śmierć to zdrowie" teatru Beznazwy oraz "Bóg mordu" w wykonaniu tej zdolnej łódzkiej młodzieży. Teatr Od A do Z widzowie mogli zobaczyć w satyrycznej odsłonie przedstawienia pt. "Biuro matrymonialne", a grupa PoProstu z Legionowa „namalowała” teatralnie "Paletę życia". W międzyczasie najstarszym uczestnikom przeglądu – to znaczy nam – ITePowiczom, przyszło przygotowywać się do swojego, „antycznego” spektaklu, który mieliśmy zaszczyć zagrać w pięknej sali ostródzkiego Centrum Kultury. Doszły nas nawet słuchy, że się podobało ;)

     I wiesz drogi czytelniku: bardzo lubimy ten czas! Bo choć część teatralna to podstawowy punkt programu (gdyby nie teatr, właściwie, by nas tam nie było), to w tych corocznych spotkaniach, gdzie indziej leży istota. Długie rozmowy w oczekiwaniu na swoją kolej pod (jeden!) szkolny prysznic, dzielenie się różnymi spostrzeżeniami i doświadczeniem, spacery nad jezioro i wspólne posiłki. Krótki sen na szkolnych podłogach (bo przecież trzeba się nagadać, pograć w Dixit i Czółko). To wszystko daje nam największą frajdę - i chyba właśnie o to chodzi.

     Do Lublina znów wracamy zmęczeni, ale też uśmiechnięci i bardzo zadowoleni.

/Aleksandra Boruch/


18 II - Ifigenia w Legionowie

 


26 II - JA JESTEM - koncert z okazji 100lecia KULu, z udziałem aktorów biorących udział w projekcie Biblia Audio

 

     Kiedy na Święta Bożego Narodzenia jako prezent wręczałam mojemu tacie komplet płyt "Biblia Audio", nawet nie przypuszczałam, że kiedykolwiek będę miała okazję wystąpić z twórcami słuchowiska. Początkowo miałam być dublerką p. Małgosi Kożuchowskiej i p. Anny Dymnej na próbie generalnej w niedzielę. Okazało się jednak, że nie tylko będę narratorką dwóch Ewangelii na próbach, ale razem z Piotrkiem Jakóbczykiem staniemy na scenie CSK z gronem zawodowych aktorów w poniedziałek - na oficjalnym koncercie. Otrzymaliśmy role Adama i Ewy.
     Emocje były wielkie, tym bardziej, że nasze kwestie ograniczały się do kilku zdań. Były to sceny stworzenia człowieka i wygnania z raju. Musieliśmy być bardzo skupieni, żeby te krótkie momenty wybrzmiały odpowiednio - nie było tu miejsca na pomyłki. Reżyser dawał nam wskazówki, ale zmieniał zdanie dość często i ciężko było nam się dostosować do wymagań ;) Współpraca z nim była jednak bardzo przyjemna.
     Garderobę dzieliliśmy z niezwykle sympatyczną Ewą Lalką, sopranistką, która w czasie koncertu wykonywała wokalizę w momencie śmierci Chrystusa. Była dla nas wsparciem i dyskutowaliśmy o wielu sprawach, okazało się nawet, że zna i ceni nasz Teatr ITP :) 
Dużą radość sprawił mi i Piotrkowi profesjonalny makijaż oraz poczęstunek dla aktorów przed koncertem.

     Kiedy nadszedł czas na wyjście na scenę, stres ustąpił miejsca skupieniu. Nasze 5minut w oka mgnieniu minęło, a po zejściu w kulisy zaczęliśmy zbierać autografy od aktorów, z którymi spotkaliśmy się przy okazji koncertu: Miłogosta Reczka, Jerzego Treli, Leszka Zdunia, Waldemara Barwińskiego, Wojciecha Malajkata, Małgorzaty Kożuchowskiej i Anny Dymnej, zrobiliśmy też wiele pamiątkowych zdjęć, w tym z reżyserem całego przedsięwzięcia, Krzysztofem Czeczotem. A na koniec, po ukłonach, zostaliśmy obdarowani różami. Ja otrzymałam dodatkową od Pana Stanisława Sojki, który wykonywał psalm na otwarcie koncertu we własnej aranżacji :)

     Co jeszcze mogę powiedzieć? Razem z Piotrkiem, podczas prób mieliśmy okazję obserwować jak głosem pracują profesjonalni aktorzy, z niektórymi z nich wymieniliśmy kilka zdań i doświadczeń. Z tyłu sceny panowała bardzo luźna, zabawna atmosfera. Z kolei na scenie i w najbliższych kulisach napięcie rosło z każdą minutą słuchowiska. Było magicznie. Na pewno była to dla nas wzruszająca i ekscytująca przygoda teatralna.

/Ela Redko/

 


2 III - Oskar i róża - premiera


     Tytuł „Oskar i Pani Róża” usłyszałam po raz pierwszy będąc w gimnazjum. Mimo iż „dojrzewanie to jest naprawdę syf!” i nastolatki mają wtedy najgłupsze pomysły, pamiętałam, że książka ta wywarła na mnie i mojej klasie ogromne wrażenie. Nie wracałam już jednak później do dzieła Érica-Emmanuela Schmitta. Za dużo emocji.

     Po kilku latach, gdy człowiek już nieco inaczej patrzy na świat, ów tytuł znów się pojawił w moim życiu. Gdy okazało się, że ITP zamierza wystawić spektakl pt. „Oskar i Róża” czułam, że to będzie coś wyjątkowego. Na początku to był sekret, ale w końcu Martynka się wygadała. No bo jak utrzymać taką wiadomość w tajemnicy? Po cichutku powiedziała nam, że ona będzie Różą, a Jaś Filip zagra Oskara. W sumie logicznie. Chociaż, może gdyby zamienić ich rolami…

     Wiedzieliśmy, że intensywnie pracują nad spektaklem. Dla obojga było to coś nowego, lecz fascynującego. Godziny prób, warsztaty w Wytycznie, no i bach! W końcu nadszedł marzec. Premiera!

     Ciekawie było spojrzeć na spektakl oczami widza. Znać jedynie fabułę, lecz nie mieć pojęcia w jakiej konwencji to zostanie przedstawione. Nawet ustawienie krzeseł dla widowni nie było bez znaczenia. Kameralność przedstawienia sprawiła, że na sali znajdowała się niewielka liczba ludzi, aby każdy dobrze widział co się dzieje na scenie. Wprowadziło to atmosferę swoistej intymności i bliskości z publicznością.

     Już na samym początku przeżyłam zaskoczenie. Ciocia Róża kojarzyła mi się ze starszą, stateczną panią. Tymczasem ukazała się nam kobieta, u której kolor różowy można uznać wręcz za atrybut, a ona sama zdawała się mieć w sobie nieskończone pokłady energii.

     Następnie pojawił się chłopiec. Dosłownie. Mimo iż wiedziałam, że to dorosły młody mężczyzna, patrząc na niego widziałam dziecko. Małego Oskara. Nie polegało to na tym, że Jaś próbował coś udawać lub naśladować. Po prostu nim był. Chusteczka oraz wygolony tył głowy dodawały mu wiarygodności i niewinności. Wszystko to przy dość oszczędnej scenografii, która została świetnie wykorzystana do przedstawienia konkretnych scen.

     Oglądając ich, zapominało się o rzeczywistości. Weszliśmy w tę historię całym sobą i przeżywaliśmy wszystko z bohaterami. Śmialiśmy się, kiedy Róża wspominała swoje zapaśnicze przygody, a Oskar bardzo obrazowo opowiadał o relacjach z kobietami. Płakaliśmy, gdy życie chłopca dobiegało już końca i opiekunka dziękowała Bogu za to, że mogła go poznać.

     Ogromnie wzruszył mnie czarno-biały film ku pamięci Oskara, który wieńczył spektakl.

    Z każdej strony słyszałam pociąganie nosem i szeleszczenie chusteczek. Byliśmy tak poruszeni, że oklaski, na które zazwyczaj nie trzeba długo czekać, wybrzmiały dopiero po minucie. Nagrodziliśmy owacją na stojąco naszych cudownych aktorów, którzy oddali nam cząstkę siebie.

     Czasem warto wrócić do tekstów sprzed lat. Ku naszemu zdziwieniu okazuje się, że będąc młodsi zupełnie inaczej patrzymy na świat i nie rozumiemy pewnych rzeczy. W „Oskarze i Róży” jest wiele wartościowych sentencji, a jedna szczególnie utkwiła mi w pamięci: „Zawsze jest jakieś rozwiązanie. Zawsze jest gdzieś jakiś worek mąki".

/Marcelina Simian/

 


8 III - Dzień kobiet w ITP

     Dzień kobiet... 8 marca. Grzechem każdego faceta byłoby zapomnieć. Miałoby to co najmniej fatalne w skutkach konsekwencje(długofalowe bym rzekł nawet). Nie obyło się zatem o upamiętnieniu tegoż święta w naszym teatrze. Tematem przewodni był w tym roku przez jednych dobrze kojarzony, a przez drugich wręcz przeciwnie okres PRLu. Jako że w tamtym czasie była praca, człowiek nie narzekał bo przecież czy się stoi czy... no właśnie, to lud pracujący był ważny,najważniejszy! Kobiety pracujące na traktory, czy jakoś tak. Bardzo nam zależało na pokreśleniu jak wielką rolę w naszym życiu spełniają nasze kobiety. Trytka, młotek nie są obce, chęć do pracy to jest proste.

     Nasze kobiety otrzymały od nas drobne, kobiecie upominki-prezenty są ważne... wiadomo. Razem na czele z naszym przewodnikiem partii odśpiewaliśmy "hymn kobiet pracujących" jednocześnie bardzo dziękując i podkreślając jak ważna jest dla nas ich obecność w teatrze. Nasze drogie Panie, chapeau bas!

/Łukasz Bożko/

 


7 IV - Faust w Romie

 


9 IV - Oskar i Róża w Lubartowie

 

     Chyba najpiękniejszą rzeczą w życiu jest możliwość ciągłego rozwoju, pokonywanie własnych barier i ograniczeń, pięcie się na sam szczyt. A co będzie takim szczytem? Dla jednych będzie to praca w wielkiej korporacji, zostanie światowej sławy chirurgiem lub prawnikiem. Inni obiorą sobie za cel to, by wzruszać, by na chwilę zatrzymać innych w ich rozpędzonej codzienności i pokazać, że „Życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, a jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć.” 
      9 kwietnia 2018r. uczniowie lubartowskiego „Chopina” mieli okazję zobaczyć (i tym samych na chwilę zatrzymać swoje rozpędzone życie) na deskach szkolnej sceny spektakl oparty na książce Erica – Emmanuela Schmitta „Oskar i pani Róża” w wykonaniu Teatru ITP związanego z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim. Za spektakl odpowiadali: Mariusz Lach sdb (adaptacja tekstu i reżyseria), Grzegorz Tylec (muzyka) i Sebastian Kwiatek (obsługa techniczna). Wystąpili: Martyna Sabak i Jan Filip (absolwent ZS2). Przed wejściem na spektakl Szkolny Klub Wolontariusza zbierał pieniądze, które zostaną przekazane na rzecz podopiecznych Lubelskiego Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia.

      Drogi Teatrze ITP!

     Z serca dziękujemy za wasze zaangażowanie, chęć wystąpienia przed naszą szkolną społecznością. Pokazaliście nam prostą historię o tematach niemal określanych mianem tabu. Bo trudno mówić głośno i wprost o chorobie, śmierci, Bogu. Doceniliśmy Was prawdziwym wzruszeniem, ciepłym uśmiechem i gromkimi brawami, ale chyba jeszcze raz warto podkreślić, że w postaci młodego chłopca, Oskara, który przez swoją chorobę w kilka dni musiał przeżyć całe swoje życie, odnajdujemy pewną wiadomość, niemal apel „Codziennie patrz na świat tak, jakbyś oglądał go po raz pierwszy.” Z kolei w postaci pani Róży, która zachwyca swoją bezpośredniością i chyba przede wszystkim szczerością, możemy znaleźć autorytet, wzór nie tylko wolontariusza, ale głównie człowieka. 
      Dzięki kilku prostym zdaniom z dość znanej książki pomogliście podopiecznym Lubelskiego Hospicjum dla Dzieci. Pokazaliście nam, jak ważne jest to, by realizować marzenia, mówić głośno to, o czym inni boją się wspominać. Swoją pracą poruszyliście nasze serca, przyparliście niemal do ściany, zmuszając do refleksji. Może cała ta opowieść nie jest jedynie prostą historią, która uczy doceniać życie. Może płynie z niej ważniejsze przesłanie, by zawsze dawać z siebie wszystko, w każde działanie wkładać całe serce i nigdy nie zapominać, że wokół są ludzie, którzy potrzebują naszej pomocy. 
      Czasami trudno powiedzieć dziękuję, gdy ma się świadomość tego, że dziękuję to za mało. Szczególnie trudno to też wtedy zapisać. A jednak to proste słowo kryje w sobie niesamowitą moc. Dlatego w imieniu społeczności Zespołu Szkół nr 2 w Lubartowie dziękuję!

/Iwona Derecka/


27 IV - Oskar i Róża w Parczewie

 

     Dnia 27 kwietnia, na zaproszenie pana Witolda Jakubasa, przyjechaliśmy do szkoły podstawowej nr 3 w Parczewie, gdzie mieliśmy zaprezentować nasz spektakl niezwykle wymagającej publiczności jaką zna teatr - młodzieży.

     Zabrawszy niezbędne rzeczy z naszego kantorka, gotowi na zbliżające się wyzwanie, ruszyliśmy do oddalonego o niespełna 60 km Parczewa. Miała to być największa odległość jaką pokonamy, aby zagrać "Oskara i Różę". Po dotarciu na miejsce okazało się, że kolejnym wyzwaniem będzie zagranie na zdecydowanie mniejszej sali, niż ta, którą dysponujemy na KULu. Miejscem, w którym mieliśmy wystawić sztukę była klasa geograficzna specjalnie dla nas wyciemniona. Kiedy już uporaliśmy się z oświetleniem i scenografią pozostało tylko czekać na publiczność.

     Tego dnia zagraliśmy 2 spektakle, które ku naszej uciesze zostały pozytywnie przyjęte przez uczniów parczewskiej szkoły. Myślę, że pozostali członkowie teatru zgodzą się ze mną, że na uwagę zasługuje postać pana Witolda, polonisty, nauczyciela, który daję się poznać jako prawdziwy nauczyciel z powołania organizujący dla swoich uczniów wiele kulturalnych wydarzeń, zachęcający ich do oderwania się od codziennych zajęć na rzecz sztuki. Dzień ten uważam za niezwykle wartościowy, który dał nam do zrozumienia, że nasz spektakl jest wartościowy również dla nastolatków.

/Jan Filip/


2 V - PROROCK

     "Prorock", którego zagraliśmy 2 maja w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie był wspaniałym wydarzeniem. Graliśmy go po raz drugi, zatem trema - typowa przy premierach - ustąpiła miejsca ekscytacji i ogromnej radości z grania! Genialnym doświadczeniem było stać na jednej scenie z profesjonalnymi aktorami i niezwykle utalentowanymi muzykami.

     Zaobserwowałam również, że próby do drugiego "Prorocka" przebiegały nieco inaczej... Mianowicie było to w większości jedynie szlifowanie, doskonalenie poszczególnych scen! Od dnia, gdy zagraliśmy "Prorocka" pierwszy raz, minęło wiele miesięcy, a mimo to wszyscy aktorzy i muzycy byli profesjonalnie przygotowani do prób, mieli przećwiczone teksty oraz utwory, dzięki czemu próby były czystą przyjemnością! :) 

     Dla mnie ten spektakl był szczególnie ważny, gdyż właśnie nim zakończyłam moją karierę w ITP... ;) Cieszę się, że miałam możliwość zagrać w tym rewelacyjnym spektaklu!!

/Barbara Grzeszczyk/


24 V - Niebieski Ptak

     Teatr ITP ma w zwyczaju powracanie do spektakli sprzed wielu lat. Ostatnio został odnowiony "Prorock". Tym razem padło na widowisko plenerowe "Niebieski Ptak". Właśnie szukałam daty premiery pierwotnej wersji spektaklu, jednak było to taaaaaak dawno, że nawet Dziennik ITP tego nie pamięta.
     Dla nas czas prób przygotowujących do wystawienia widowiska był czasem, w którym w pełni mogliśmy zintegrować się z osobami z najnowszego naboru. Mimo, że nie wyjechaliśmy na warsztaty, wspólne spotkania przy tworzeniu scenografii (czytaj: godziny spędzone w kantorku) dały nam poczucie jedności i odpowiedzialności za siebie na wzajem. W grupie siła!
     Spektakl opiera się przede wszystkim na ruchu i choreografii, wiec próby były wyczerpujące a strój sportowy obowiązkowy. Pracę można było nazwać zmianową- albo tańczysz, albo robisz rekwizyty. Duże podziękowania należą się Justynie Kociubie, która stworzyła choreografię i wytrzymała ciągłe powtarzanie kroków, które już dawno powinniśmy znać. Ciekawostką je

 

st to, że Justyna występowała w "Niebieskim Ptaku" w jego pierwszej odsłonie i z całego serca jej zazdroszczę, że mogła wrócić do tej historii ponownie, wspólnie z nami ją odnowić i najważniejsze- zobaczyć jako widz.
     Premiera nie obyła się bez przygód- zgubione diody, spalony materiał, płaszcz założony na drogą stronę itd. Jednak finalnie widowisko podobno zapierało dech w piersiach. Dla mnie osobiście jest to ważny spektakl i zarazem bardzo bardzo męczący, ale wysiłek włożony w pracę nad rekwizytami, próby z większym i mniejszym składem, litry potu składają się na wspaniały efekt końcowy. Ja jestem z nas dumna, że podołaliśmy temu nie lada wyzwaniu i czekam na kolejne grania.

/Dagmara Winiarczyk/

 


2 VI - Niebieski Ptak na Zamku Lubelskim (Noc Kultury)

 


8 VI - Światowy Zjazd Absolwentów KUL i Niebieski Ptak